Zapraszamy na drugą część rozmowy z Renatą Pałys, czyli serialową Heleną Paździoch. Aktorka opowiada o swoim hobby, przeprowadzce do Warszawy oraz fenomenie „Świata według Kiepskich”, który w marcu kończy 18 lat! Premiera pierwszego odcinka nowego sezonu już w sobotę o 19.30 w Telewizji POLSAT.

 Masz twardy charakter. Wygląda na to, że nikt ani nic Cię nie złamie…

Do niedawna byłam przekonana, że tak jest. Ale to się zmieniło po mojej wyprawie do Kambodży. Byłam tam w kwietniu – w okresie największych upałów. Wybraliśmy się na wycieczkę do słynnego Angkor Wat – miejsca, gdzie znajdują się starożytne, potężne świątynie. Postanowiłam wejść na górę pokonując monumentalne, wysokie schody. Dodam, że akurat tamten dzień należał do jednych z najgorętszych w historii tego kraju. Temperatura sięgała 36 stopni C. w cieniu. Idę dziarsko pod górę… Nagle czuję, że muszę się zatrzymać. Przerwa. Krótka. W myśl mojej zasady bycia niezłomną, wdrapuję się dalej. Jednak pokonałam może 10 schodów i znowu przerwa. Czuję, że nie mogę iść dalej. Nawet stopnień po stopniu. Koniec.

Nie byłam w stanie podnieść nogi wyżej… Usiadłam. Zbliża się do mnie Japonka, która podobnie jak ja, robi przerwę. Wymieniamy opinię, że gorąco, że ciężko… A ona dodaje: „Przed nami jest moja 80-letnia mama. Doszła na szczyt

Obie zaczęłyśmy się śmiać. A później już okazało się, że – najzwyczajniej w świecie – odwodniłam organizm. Butelka z wodą była schowana w plecaku, do którego nie chciało ściągać za każdym razem… Wodę należy mieć podczas takich wypraw na wyciągnięcie ręki.

Ale i tak jesteś typem „strongmanki”. Ta siłownia, wielogodzinny plan pracy, zdrowy styl życia i ten hart ducha. To bierze się chyba nie tylko z natury i charakteru, ale i doświadczeń zawodowych. Wiele lat pracowałaś w legendarnym zespole pantomimy Henryka Tomaszewskiego?

O tym za chwilę. Ale skoro poruszyłeś temat… Myślę, że taką fizyczną „zaprawę” otrzymałam jeszcze podczas studiów – na wydziale lalkarskim wrocławskiej szkoły teatralnej. Niektóre lalki są bardzo ciężkie. Ważą dobrych kilka kilogramów. Trzeba nimi operować czasami w bardzo niewygodnej pozycji. A we wspomnianej pantomimie Henryka Tomaszewskiego już tak na dobre połknęłam bakcyl pracy fizycznej. Ciężkiej, systematycznej, dokładnej. Codziennie mieliśmy zajęcia z tańca i odpowiednia ćwiczenia. Czy się grało spektakle czy nie.  Uczestniczyliśmy w lekcjach z tańca klasycznego i plastyki ruchu. Miałam to szczęście, że prowadził je jeszcze sam Henryk Tomaszewski. Pamiętam, że kiedy odeszłam już z tego teatru, to bardzo brakowało mi ruchu. Chociaż, pracując później na scenach teatrów w Jeleniej Górze oraz Wrocławia, bardzo często obsadzano mnie w rolach, które wymagały sprawności ruchowej, umiejętności tanecznych.

Mój mąż tańczył również w zespole Henryka Tomaszewskiego (tam się poznaliśmy). On miał podobnie po zakończeniu pracy – brakowało mu ruchu. Pierwszy postanowił chodzić na siłownię. I mnie do tego nakłonił. Z dobrym skutkiem. Dbamy dzięki temu o kondycję i zdrowie.

Kiedy o tym opowiadasz, to wyobrażam sobie odcinek „Świata według Kiepskich”, w którym Helena Paździoch… tańczy, wygina się?

Tym bardziej, że scenarzyści doskonale znają moje możliwości (śmiech). W jednym z odcinków grałyśmy z Haliną Kiepską w tenisa albo uprawiałyśmy fitness w domu. We trzy: Mariola, Halina i ja.

„Świat według Kiepskich” jest przedmiotem poważnych tekstów oraz prac naukowych. Uznawany jest za fenomen. To serial – lustro dla tego kraju?

Kiedy rozpoczęliśmy pracę na planie, 18 lat temu, byłam przekonana, że scenarzyści przesadzają. Przerysowują bohaterów, język, itd… Ale dzisiaj mogę powiedzieć, że – no niestety – coraz częściej spotykam takich właśnie ludzi. Widzę Ferdków. Wielu się oburza, kiedy dokonuję takich porównań. Ale to dlatego, ze dostrzegają w tym samych siebie.

Serial w marcu kończy 18 lat. Będzie pełnoletni, dostanie  dowód osobisty…?

Patryk Yoka, reżyser serialu powiedział w związku z tym, że padają zarzuty o to, że Ferdek już nie jest takim klaunem, jakim był na samym początku. Jednak do tamtego Kiepskiego nie ma już powrotu. Bo on dojrzał, poprzez to, co się dzieje w jego życiorysie – nie tylko serialowym. Rzeczywistość także ma w tym swój udział. I z klauna zmienił się w Stańczyka.

Czy ten serial można porównać do innych? Kamienica, w której mieszkają Kiepscy. Międzysąsiedzkie relacje, zależności, niesnaski. Podobnie było kiedyś chociażby w legendarnym „Domu”…

Coś w tym jest. Na pewno wpisujemy się w pewną tradycję, chociaż gatunek, w jakim powstaje „Świat…”, sitcom, wtedy – kiedy realizowano „Dom”, nie był znany. A sąsiedzkość o której mówimy, kojarzy mi się również z filmem „Sami swoi”. Relacja Kargula i Pawlaka była przede wszystkim sąsiedzka. A później zmieniła się w rodzinną… Wszystko przed nami (śmiech).

W naszej produkcji bardzo trafnie opisywana jest oraz komentowana aktualna sytuacja polityczna, jaka panuje w Polsce. Gdybyśmy obejrzeli, chronologicznie, odcinek po odcinku, to moglibyśmy prześledzić historię tego kraju od 1999 roku. Pod względem społecznym, socjologicznym, politycznym.

Rozmawiamy, wyjątkowo, w Warszawie. Ta obecność coś zapowiada?

Nie wiem jeszcze. Mamy przerwę w zdjęciach. Dopiero w maju wchodzimy na plan i będziemy nagrywać kolejne odcinki. Postanowiłam więc odpocząć od Wrocławia. Mieszka tutaj wielu moich przyjaciół, spędzam sympatycznie czas.

Poza tym, w leżącym nieopodal Serocku, z którego pochodził mój ojciec, odnalazłam niedawno rodzinę… Przypadkiem. We wrześniu zeszłego roku organizowałam tam wystawę prac taty, który był artystą plastykiem. Podczas spotkania z mieszkańcami Serocka opowiadałam, że jako mała dziewczynka, przyjeżdżałam do tego miasta. Żyła wtedy ciocia, bawiłam się z kuzynką. I po tych słowach wstała jedna z słuchających mnie kobiet, mówiąc: „Reniu, to ja jestem tą kuzynką”. Byłam zaskoczona i wzruszona, bo kontakt z rodziną urwał się już wiele lat temu. Wyjaśniło się również wiele rzeczy z mojej osobistej historii. Bo każda rodzina ma jakieś tajemnice. A jak się okazało, nasza również.

Czy podróż do Warszawy oznacza także zawodowe zmiany? Chciałabyś coś sprowokować?

Mam nadzieję, że coś się wydarzy (śmiech). Umówiłam się na kilka spotkań związanych z tym, czy mogłabym spróbować zagrać gdzieś poza serialem „Świat według Kiepskich”. Ale nie mam oczekiwań i nie czuję presji. Jestem realistką – jeśli do tej pory nie udało mi się dostać Oscara, to pewnie już go nie dostanę. Ale jakiś ciekawy epizod może się wydarzyć.

 Oscara można kupić.

Albo samemu zrobić.

Rozm. Adam Nowicki/ATM GRUPA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Grzegorz Gołębiowski
Poleć znajomemu:Email this to someoneShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Powiązane wpisy